Będę grał w grę. Encounter.

Świat rosyjskich (czy bardziej ogólnie – wschodnich) gier miejskich od jakiegoś czasu był dla mnie fascynujący. Gry na wschodzie są niby podobne do tych, w jakie gramy na zachód od Bugu, ale jednak – szczegółami się różnią, a diabeł jak wiadomo tkwi w szczegółach – szczególnie jeśli idzie o gry.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=kG8YFgYktdA]

A do słuchania macie ekipę która towarzyszyła jednej grze miejskiej w Berlinie. W skrócie – wyrzuca z kapci, tak, że potem nie możesz ich znaleźć. 

Pojechałem więc na grę. Pierwsza różnica jest taka, że podstawowym narzędziem tutejszych gier jest samochód. W jakiś sposób jest to zgodne z hierarchią materialnych wartości – wszak samochody są tutaj wielbione na poziomie prawie takim jak 40 lat temu w USA. Autostrady się budują, miejsca parkingowe rosną a płatnej strefy w parkowania nawet na Newskim Prospekcie nie uświadczysz. Samochód nasz pan. Z tym, że o ile zazwyczaj przeszkadza mi to bardzo to w przypadku gier uważam to za świetny pomysł – można zobaczyć mnóstwo lokacji nie tracąc na to całej nocy. No właśnie – gry odbywają się w nocy. No właśnie #2: zadania są w różnych lokacjach, niektórych bez wątpliwości podpadających pod kategorię ekstremalnych. Ale, ale o ogólnych cechach tych gier będzie w innym poście.

en_zbiorka

Zbieramy się o 21.30 na parkingu marketu. Wygląda to jak obrazki, które ostatnio często goszczą w telewizji – większość ludzi poubieranych w militarne ciuchy, z latarkami, rękawiczkami, często krótkofalówkami, wymyślnymi gpsami, ale są też tacy w strojach powiedzmy sportowych, bardziej przypominający Gopników. Gramy ekipami po 3-5 osób – tyle, ile wejdzie do samochodu, przy czym szybko okazuje się, że im więcej ludzi tym większe szanse. My byliśmy we dwójkę, więc na czołach już mieliśmy napisane “looosers”. Jeszcze jeden ciekawy motyw z obserwacji przed startem – sporo ekip ma swoje “firmowe” bluzy – bardzo fajne to robi wrażenie. Zapłaciliśmy wpisowe (600 rubli na drużynę – z 50% zniżką dla nowych ekip) i zaczął się briefing. Czuliśmy się trochę dziwnie, bo w zasadzie briefing można streścić w słowach “wszystko tak jak zawsze”. A jak ktoś nie wie jak jest zawsze? Zapytać można, ale honor nie pozwala. Uznaliśmy, że damy radę.

I rzeczywiście, gra po rozpoczęciu prowadzi się sama. Bardzo zmyślnie zrobiony jest mobilny system do gry – sam podaje kolejne zagadki, do niego wprowadza się odpowiedzi, sam nalicza czas i wszystkie punkty.Odpalił nam się pierwszy poziom – taki na rozgrzewkę – szukamy kodów w okolicy marketu. Podstawowe zadania daje mało nadziei – bardzo ogólnie określa gdzie mogą być punkty więc szukamy igły w stogu siana.Gra, w którą graliśmy była liniowa – to znaczy, że trzeba po kolei przechodzić wszystkie poziomy gry. Sam zawsze bałem się takich rozwiązań – bałem się, że czy to przez mój błąd jako autora gry czy to przez obiektywne czynniki jak zniszczenie jakiejś ważnej wskazówki czy też przez jakiś defekt uczestników ktoś może utknąć w jednym punkcie i nie ruszyć się dalej. Encounter rozwiązuje to sprytnie. Po pierwsze do każdego zadania są podpowiedzi – jedna lub kilka, które odpalają się automatycznie po jakimś czasie – zazwyczaj kilkanaście minut po wejściu do danego poziomu. Po ostatniej wskazówce naprawdę tylko najbardziej tępe strzały w kołczanie nie są w stanie pójść dalej. Ale nawet jeśli takie się znajdą system jest na nie przygotowany – są po jakimś czasie przekierowane do następnego poziomu, a za poziom na którym utknęli mają punkty karne. Odpala nam się więc pierwsza wskazówka – mapa z zaznaczonymi obszarami gdzie szukać kodów. Znajdujemy wszystko, odjeżdżamy.

en_zadanie

Zadanie drugie – mamy kilka kadrów z jakiegoś sowieckiego filmu i hasło, że mamy uważnie śledzić ludzi, których tam spotkamy. Film to “Wesele w Malinówce”. Nasz pierwszy strzał to więc miejscowy Urząd Stanu Cywilnego (ZAGS) – pudło, nikogo tu nie ma. Szukamy Malinówki – google nic  tym nie wie, ale jest jeszcze ruski Yandex, który mówi, że owszem, to alternatywna nazwa jednego z parków. Jedziemy. W parku szukać trzeba 7 postaci, które chodząc układają kształty cyfr. Postacie mają kolorowe parasole, trzeba więc złożyć hasło zgodnie z kolorami tęczy. Odnajdujemy tylko 5 postaci i zanim znajdziemy resztę system kieruje nas do następnego zadania. I tu sprawdza się to, że im więcej ludzi tym lepiej – ekipy, które rozbiegają się po parku mają zdecydowanie większe szanse. Nie śmiejemy się też już z tych, co mają krótkofalówki z zestawami słuchawkowymi – one naprawdę się przydają, a oni z nich naprawdę korzystają.

Zadanie trzecie – trzeba znaleźć koordynaty następnej miejscówki, ukryte są w instrukcji obsługi. Tracimy mnóstwo czasu na to, że nie wiem jak je wprowadzać w google maps. W każdym razie jedziemy – miejsce jest za KADem (Kolcowa Autodaroga – obwodnica SPB). W środku lasu. Wieeeeeelki, opuszczony, częściowo podtopiony budynek. Klimat jak w Prypeci. Sam bym tam nie wszedł ale jest tam już kupa ludzi z latarkami. I tu jeszcze jedna dygresja o liniowości gry – te liniowe mają to do siebie, że dużo ekip spotyka się w tym samym czasie na jednym punkcie. Czasem to przeszkadza, ale tutaj … chyba tylko buduje klimat. Bo choć nikt nie zdradza gdzie są ukryte kody, to wiem, że gdybym wpadł w jakąś dziurę to inni mnie z niej wyciągną. Kwesta bezpieczeństwa zawsze była dla mnie ważna przy robieniu gier i zawsze robiliśmy gry tak, żeby wykluczać wszystkie możliwe niebezpieczeństwa. Tyle, że chyba wszystkiego wykluczyć się nie da – szczególnie jeśli działa się będąc pobudzonym rywalizacją. Organizatorzy Encountera z jednej strony  przerzucają odpowiedzialność na uczestników – podpisuje się zobowiązanie, że za wszystko odpowiada się samemu, z drugiej tam gdzie można wspominają o bezpieczeństwie. Kiedyś wzburzał mnie fakt, że to chyba jedyna gra, o której wiem, że notuje ofiary śmiertelne – wikipedia mówi o kilku takich wypadkach. Z drugiej strony w grach brało udział koło 500 000 uczestników, więc procentowo to pewnie warsztaty robótek ręcznych mają podobne statystyki.

en_miejscowa

Zadanie czwarte – i dla nas ostatnie. Szukamy kodów na drogowskazach. Żeby się domyśleć, gdzie stoi drogowskaz trzeba naprawdę dobrze znać się na mieście. I na szczęście mój towarzysz zna się jak mało kto. Jeździmy, stajemy na awaryjnych na środku drogi, łapiemy kod i dalej i dalej. Kończą nam się baterie w różnych sprzętach, wiemy też, że nie wygramy więc składamy broń. Do następnego razu.

Następny raz napewno będzie, bo Encounter to rzecz bardzo wciągająca. A – grają też w Warszawie, więc kto chce niech gra.

Moje zdjęcia nie są najwyższych lotów – chciałem dokumentować, ale ważniejsza była gra. Poszukajcie czegoś fajnego tu na przykład.

A i jeszcze: jakbyście chcieli posłuchać o grach, a będziecie w Krakowie 16 maja to wbijajcie koniecznie tu. Ja zostałem przez organizatorów uznany za przedstawiciela Rosji tam. Chyba oficjalny protest trza będzie wystosować.

Copyright © 2014 Petersburski. Skin created by Meks. Powered by WordPress. Graphics by Dygas.