Co z muzeami?

Kiedyś pisałem już o tym, że bardzo dziwi mnie to, że w Petersburgu – kulturalnej stolicy Rosji muzea są mówiąc bardzo delikatnie “oldschoolowe”. Byłem niedawno w Muzeum Marynarki Wojennej i ten temat jak bumerang do mnie powrócił.

Muzeum Marynarki – od niedawna mieszkające w odnowionych budynkach przy placu Truda jest zwodnicze. Bo oto okolica przyjemna – w bezpośrednim sąsiedztwie Nowej Holandii, w zachodniej części centrum miasta, która zdaje się zaczyna pięknieć. Budynek imponujący – wielkie, ceglane koszary morskie, ładnie odnowione – muzeum jest tu od 2013 roku. Wchodzimy do środka i też jest nieźle – szkalne drzwi, jakieś infomaty na wejściu, czysto ładnie – zapowiada się dobrze. Jest i plan – na nim dużo sal, wygląda nowocześnie. Wchodzimy do pierwszej sali – jakieś mało interesujące archiwalia w gablotach, ale ale – są też wielkie modele okrętów, fregat, statków – czy jak tam się owe jednostki nazywają. No i to jest wypas. Modele są wielkie ale i mniejsze, są takie zwykłe ale i jakieś przekroje, są makiety jak to budowano statki – dla każdego małego i większęgo chłopca oraz znacznej części dziewczynek – wypas po uszy. I myślisz sobie – ale halo, jesteśmy teraz w jakimś XVIII wieku, a jak będą krążowniki, pancerniki, łodzie podwodne, lotniskowce – no to przecież będzie szaleństwo. Zapowiada się więc dobrze.

I przechodzisz do drugiej sali – jeszcze z nadzieją, ale już rozumiesz, że – jak to mawiał znajomy badacz kultury – przestaje się dobrze zapowiadać. No bo ciągle mamy te wspaniałe modele ale cały czas są one sucho opisane (rok produkcji, rozmiar, informacja techniczna i historyczna, zieew). Poza makietami mamy jakieś tam eksponaty – wszystkie w gablotach i równie sucho opisane. Niby ułożone to chronologicznie, ale nie wciąga nas w żadną historię. I chodzimy obok tych krążowników, lotniskowców, stawiaczy min i płetwonurków i wszystkie modele są naprawdę piękne, ale … nie porywają nas.

Dlaczego nie ma tu czegokolwiek czym można się pobawić? Zdalnie sterowane łodzie, jakieś pokretła do uruchamiania czegokolwiek (jak w łodzi podwodnej), ster do kręcenia, cokolwiek?
Dlaczego nie można choć trochę bardziej przyjrzeć się tym super modelom – choćby włączyć przyciskami światełka pokazujące poszczególne części statku?
Dlaczego nie ma w tym wszytskim opowieści – żywych ludzi, ich historii? Dlaczego dokumenty, mapy, artefakty nie są połączone wciągającymi opowieściami, które chce się prześledzić do końca? Dlaczego nie można podotykać realnych eksponatów – czy naprawdę w całej Rosji nie ma elementów wyposażenia dwudziestowiecznych statktów których nie żal byłoby poświęcić na ekspozycję muzealną co by je dziecięce ręce powycierały czy nawet (a niech to!) zniszczyły?

Takich dlaczego można wypisać jeszcze dużo, ale nie o to chodzi. Muzeum Marynarki Wojennej jest dobrym muzeum, z przebogatymi zbiorami i wielką historią do opowiedzenia. I nawet da się ją tutaj opowiedzieć – być może z dobrym przewodnikiem czy chociażby tatą co to umie gawędzić można się zanurzyć w historii jak pierwsze łodzie podwodne w basenie testowym Nowej Holandii. Jakieś 400 kilometrów stąd – w Tallinie też jest morskie muzeum, które – choć Estonia potęgą morską nie jest – opowiada swoją małą historię dużo smaczniej. Petersburgu – z tymi wielkimi historiami, z tymi wspaniałymi zbiorami, z świetnymi opowiadaczami, grafikami, muzykami – zróbże wreszcie jakieś muzeum, co to wszystkich wyrzuci z butów. Jak nie tu to gdzie?

Copyright © 2014 Petersburski. Skin created by Meks. Powered by WordPress. Graphics by Dygas.