Imigrancka epopeja cz.3

Drogi Pamiętniczku!

We wtorek znowu dane mi było odwiedzić Federalną Służbę Migracyjną. Minęło pięć miesięcy od kiedy udało mi się złożyć wniosek o pozwolenie na tymczasowy pobyt. Należy więc spodziewać się, że otrzymanie upragnionego pozwolenia jest już naprawdę blisko, choć doświadczenie uczyło, że lepiej nie nastawiać się na sukcesy a raczej nastawić się na wszystko co nieprzewidywalne.

Idę więc. W mojej sprawie przyjmują od 11, jestem gdzieś za piętnaście. Zastanawiam się czy tłum w środku będzie srogi czy bardzo srogi. Wchodzę i widzę, że jest przeokrutnie srogi. Jak w chińskim metrze. Młodzi, starzy, kobiety w ciąży, staruszki o laskach. Oddycham głęboko, przepycham się przez tłum, szukając sam nie wiem czego – przecież nie końca kolejki, której nie ma bo jest tłum. Pytam kogoś – jest jakaś kolejka na RWP? Mówią, że jakiś kolo w rogu ma listę. Idę do niego. Wpisuje mnie na listę z numerem 142. Zakładając optymistycznie, że dziennie przyjmują 20 interesantów a przyjmują 2 dni w tygodniu moja kolej przypadnie gdzieś za 2 miesiące. Przy czym w każdym dniu kiedy przyjmują należy się odhaczać. Sytuacja jawi się mnie na tyle absurdalna, że postanawiam zostać na miejscu, sprawdzić tłitera i zobaczyć jak się sytuacja rozwinie.

rinat3

A ta się rozwija. I jest ciekawie. Za okrągłym stołem siedzi blondynka z przetłuszczonymi włosami niczym matrona całej gawiedzi z maleńkiego pokoiku – poczekalni i dzierży drugą listę – tych co chcą złożyć dokument. Tam jest gorzej – czeka się jeszcze dłużej, są jakieś tajemnicze nocne dyżury. I pani jest też surowa. A pan to był we wtorek? Bo nie pamiętam… Do ostrej kłótni dochodzi jak ktoś podaje się za kogoś innego. Podniesione głosy, uderzenia w stół, do zwarcia na szczęście nie dochodzi.

Tymczasem okazuje się, że przyjęcia dokumentów zdaje się zakończyły się i w sali się przeludnia. Zostaje kilkanaście osób. Myślę sobie – a nuż ci z kolejki nie przyjdą i się uda? Obserwuję też zdumiewającą dynamikę wchodzenia do sali gdzie inspektorzy przyjmują interesantów. Kolejka kolejką. Niby wchodzi się po kolei. Ale czasem kogoś nie ma – to wypada. Czasem ktoś wyprosi dla żony w 8 miesiącu ciąży pierwszeństwo. A czasem ktoś poprostu, ot tak wchodzi i załatwia co ma do załatwienia, nie zważając na kolejki i pomstowanie współtowarzyszy choć owi zapewne nie nazwali by jego swoim towarzyszem.

Wtem!

rinat1

Pani wychodzi i mówi – kto odbiera RWP? I mimo, że na liście osób przede mną 140 okazuje się, że po RWP tylko jeden zawodnik co się wepchnął zupełnie bez kolejki i ja. Wszyscy inni co byli w pomieszczeniu odbierają akurat Wid na Żytielstwo (pozwolenie na pobyt stały) więc się nie łapią. Wepchnięty zawodnik siedzi już w środku a ja zaczynam urabiać moich współtowarzyszy coby mnie nie zlinczowali szczególnie wobec geopolitycznego napięcia. Zwracam się do “listowego” – eleganckiego dżentelmena o łagodnych rysach co to dzierży listę – czy mogę wejść, skoro nie ma nikogo innego. Z tyłu odzywa się ciemna towarzyszka tłustej blondynki: A na liście był!? A ja mówię – był, jest – 142, ale jest. Azjata mówi – panie ja tu 3 miesiące stoję! Mówię – no dobra, ale nie ma nikogo do RWP. W końcu mówią – a wchodź pan, powodzenia! I czuję, że mimo wszystko szczerze życzą mi powodzenia.

Czekam więc pod drzwiami – wciśnięty we framugę, żeby na pewno nikt mi nie zabrał miejsca. I jeszcze swobodna już rozmowa z współtowarzyszami – a pan skąd, a czemu do Rosji, a teraz w Polsce gorzej czy lepiej niż tutaj, a żona do Polski nie chce… I już jestem swój. I w zasadzie mógłbym przyjść w czwartek pogadać sobie z nimi.

rinat2

Wchodzę, pani mówi co i jak trzeba zrobić, daje milion papierów, mówi co dalej. Nic z tego nie rozumiem, wszystko będę  jeszcze wyjaśniał potem ze znajomymi imigrantami co już to przechodzili, wiem tylko, że mam szansę jeszcze dzisiaj oddać paszport do wstemplowania RWP, tylko trzeba zdjąć ze mnie odciski palców i coś tam wypełnić. I drugi raz żeby zdać paszport wbijam już na pewniaka, paszport rzeczywiście biorą i podobno w poniedziałek RWP ma być. A potem tylko się muszę tu gdzieś zameldować, dawać co rok sprawozdanie ile zarabiam i już. Można żyć.

Myślę, o tym co zrobić, żeby w tym UFMS było milej. Żeby nie trzeba było stać w kolejkach miesiącami i się odchaczać. Przecież da się to zrobić, da się umawiać ludzi na konkretny dzień, na miejscu można wydawać numerki w kolejności przybycia, cokolwiek. Wiem już, że w interesie urzędu nie jest to, żeby było łatwiej – ma być trudno, nie chcemy imigrantów, nawet jak będzie trudno to będą tłumy. Ale dzisiaj myślę też, że ci ludzie tutaj – cały ten świat Wspólnoty Niepodległych Państw (bo ja spoza WNP jestem nielicznym rodzynkiem) – też tych kolejek potrzebuje. Że oni tak spędzają czas. W jakiś dziwny sposób się realizują tutaj. Na pewno nie wszyscy, ale są tacy co moim zdaniem wolą UFMS od baru. Nic tak nie łączy jak wspólne przygody.

Ilustracje: Obrazy Rinata Voligamsi z wystawy “Snow” w Winzawodzie w Moskwie. Tak się czasem czuję w tych urzędach jak na obrazach. Absurdalnie. 

Copyright © 2014 Petersburski. Skin created by Meks. Powered by WordPress. Graphics by Dygas.