Praca w domu – smutku nie przyniesie nikomu

Żyjemy w takich czasach, że prędzej czy później Was to też dopadnie. To już nie te czasy, kiedy całe życie pracowało się w jednej fabryce i nie te, kiedy całe życie siedziało się w jednym miejscu. Ktoś wyjeżdża na jakiś czas do Detroit, ktoś wybiera Majorkę, ktoś jedzie do Indii a inny do Tajlandii (to wszystko ludzie, których znam, którzy z tych czy innych powodów na jakiś czas wyjeżdżają daleko).
Jest więc spora szansa, że praca zdalna Was dopadnie jak dopadła i mnie. I z tego cieszę się niezmiernie. I mierzę się z mitami dotyczącymi pracy zdalnej.

Mit #1 Od pracy zdalnej się dziczeje.

Nie sądze. To fakt – sporo czasu spędza się w domu samemu. Ale jeśli nie pracujesz jako freelancer artsta (co to musi oddać pracę raz na miesiąc, a poza tym to lepiej mu nie przeszkadzać) to będziesz się z ludźmi kontaktować. I co ważne – to ty będziesz ten kontakt inicjować, a inni zainicjują go wtedy kiedy naprawdę będzie im potrzebny. Oczywiście – uwielbiam biurowe small talki, uwielbiam posłuchać co tam u kogo, uwielbiam ciężkie burze mózgów – ale cenię też spokojną pracę w domu, kiedy dystraktory można zredukować do minimum. A spotkania z ludźmi? A któż mi zabrania się spotykać, wtedy kiedy ja chcę i z tym z kim chcę?
A kiedy jednak zdecydujesz, że już ci się naprawdę nie chce w domu – znajdź coworking. W Prexerze działa znakomicie. A ja chcę wystartować tu, ale waham się jeszcze.

Wynik:

OBALONY

Mit #2 Ciężko o motywację pracując z domu.

Podobno domopracownicy wstają o 11. Podobno pracują w piżamie. Podobno siedzą na internetach zamiast pracować. Jak ktoś tak robi to rzeczywiście powinien pracować w biurze. Ale pewnie tam też będzie im ciężko. Tak naprawdę liczy się to czy robicie coś co Was kręci – jeśli tak, będziecie pracować dobrze z każdego w miarę dostosowanego do pracy miejsca, jeśli nie – w biurze będziecie mieli większą motywację, żeby udawać, że pracujecie. Ot i tajemnica. A to, że nie traci się godziny na metro, że czasem można wstać trochę później jak się w nocy popracowało i że lodóweczka z Waszymi ulubionymi serkami i warzywkami jest blisko – to raczej wpłynie na proces roboczy pozytywnie.

Wynik:

OBALONY

Mit #3 Kiedy nie siedzi się w biurze efektywność jest mniejsza.

A to niby dlatego, że nie ma wszechmocnych narzędzi kontroli. To się wiąże z mitem drugim. Produtywność w jakimś stopniu zależy od motywacji (a motywacja co wykazywałem od tego czy się robi fajne rzeczy). No ale nawet jak motywacja jest to produktywność może być niska – bo są dystraktory, bo chce się zobaczyć co w następnym odcinku zrobi Frank Underwood czy inna Carrie Mathison, bo internet taki pełen ciekawych rzeczy a w ogóle to bym obiad zrobił i kawkę z czekoladą popił. No jasne, dystraktory są. Ale nie mówicie, że nie ma ich w biurze. Są tysiące ludzi, którzy czegoś chcą, są jakieś small talki (same w sobie urocze ale jednak rozpraszające), są spotkania, zebrania (ważne, ale może nie obowiązowe?), koniec końców głód i zmęczenie dopada dokłądnie tak samo jak w domu. I jeszcze kwestia efektywności komunikacji – rzeczywiście lepiej się pewne rzeczy załatwia na żywo. Najlepiej jak można coś narysować. I rzeczywiście żywe burze mózgów to jest to. Ale przyzwyczajam się do komuniakcji przez skypa, mam polskiego ip-Phone’a, a w firmie używamy magicznego sprzętu firmy Jabra, który pozwolił mi uwierzyć w to, że zdalne uczestniczenie w spotkaniach jest możliwe. Cotygodniowe spotkania tak mamy, a i przeszedłem dwudniowe szkolenie – da się!

Wynik:

OBALONY

Mit #4 Można pracować wszędzie

Pracowałem kiedyś jako kontroler przesyłek lotniczych – byłem odpowiedzialny za to, żeby niektóre z przesyłek na 100% dotarły tam gdzie mają dotrzeć wtedy kiedy mają dotrzeć. Praca była przyjemna, 8 godzinne dyżury w dwóch zmianach (6-14, 14-22). Generalnie pracowałem z biura ale zdarzało mi się zdalnie. Raz byłem zmuszony pracować z knajpy. Było to w Poznaniu, najpierw szukałem długo knajpy gdzie jest wifi (to było parę lat temu). Znalazłem – to była miejscówa dla wrażiwych studentek kierunków humanistycznych z mnóstwem przepysznych deserków i wszytskimi herbatkami świata podawanymi w fikuśnych czajniczkach w domowej atmosferze. Po 8 godzinach: 1) myślałem, że porzygam się od tej słodyczy 2) pośladki moje już naprawdę nie wiedziały jak się układać na tym babcinym fotelu gdzie przyszło mi siedzieć.
Reasumując: pracować można wszędzie ale nie wszędzie ma to sens. Miejsce do pracy powinno być jednak do pracy przystosowane – wygodne krzesło, dobre biurko, porządek wizualny, ograniczone ilości studentek humanistek. miejsce pracy można zmieniać, można godzinę w knajpie przesiedzieć dla odmiany, można znaleźć coworking, albo zapasożytować w biurze znajomych. ale jeśli zakładasz, że 40 godzin w tygodniu przepracujesz w knajpach to jesteś w błędzie wielkim jak ilość cukru, którą wchłonąłem w ów dzień w Poznaniu.

Wynik:

OBALONY

A jakie są Wasze doświadczenia?

Copyright © 2014 Petersburski. Skin created by Meks. Powered by WordPress. Graphics by Dygas.