Tam gdzie domy kosztują 5000 rubli

418 kilometrów od Petersburga, na północny wschód leży Petrozawodsk – stolica Karelii (to miejsce gdzie można zostać ojcem chrzestnym z marszu, ale to temat na inną historię).  Z Petrozawodska należy pojechać jeszcze 220 kilometrów na północ (nieco na około) aby dostać się do miejscowości Podmozero, malowniczo położonej nad Jeziorem Onega (tu właśnie)

Jeśli jesteście poszukiwaczami Rosji nie skażonej urbanizacją to to miejsce nadaje się całkiem nieźle. My z Agatą, Wiktorem i Kozłem trafiliśmy tam trzy lata temu za sprawą Iriny – naszej gospodyni z Petrozawodska. Czas w Podmozerze płynie niespiesznie. Poza obyczajowym skandalem, o którym za chwilę udało nam się wzbudzić zainteresowanie miejscowej ludności także niecodziennym składem kompanii – bo poza czterema Polakami w wesołej ekipie były dwie Japonki, które przyjechały do Rosji uczyć się języka i jakimś dziwnym trafem zawędrowały z nami nad Onegę.

Z atrakcji wymienić należy:

Bania. Wizyta w ruskiej bani jest jednym z doświadczeń, które z Rosji wspominam najmilej. A wiedzieć Wam trzeba, że miłych doświadczeń w Rosji miałem całkiem dużo (póki co, spodziewam się jeszcze). Bania to taka sauna do kwadratu. Szczególnie bania w Podmozerze.  Bania w Podmozerze stoi w tym samym miejscu od 150 lat – tym samym gdzie zbudował ją jakiś śmiały karelski budowniczy. Budynek drewniany, w środku dwa pomieszczenia – to, w którym się siedzi i mały przedsionek. Ten typ bani to tzw.bania czarna – zasilana piecem bez komina, w którym po rozpaleniu usuwa się popiół, a źródłem ciepła są kamienie. Cykl użytkowania wygląda tak:

– przebywanie w gorącym pomieszczeniu głównym (jest tam piec, na nim kamienie i kocioł z wodą – wodę lejemy na kamienie)

– bieg po kamienistej ścieżce do rzece

– chłodzenie w rzece – rzeka płytka więc należy położyć się tak, żeby chłodna woda opływała całe ciało

– chłosta brzozowymi witkami – i tu ważna uwaga – chłostę należy odbywać WEWNĄTRZ  budynku bani – czyli w malutkim, ciemnym przedsionku. Nam brakowało przestrzeni – chłost dokonaliśmy więc przed chatą. Czym wywołaliśmy zgorszenie wśród społeczności wsi – od lat przyjętym jest, że biegać z bani do rzeki bez zbędnego odzienia można, ale już chłostać się na zewnątrz – “nielzja”.

Proces powtórzyć należy kilka razy. Po wizycie w bani czujesz się jak po drogiej odnowie biologicznej (nigdy nie byłem, ale na pewno tak się właśnie czuje). W Polsce banie można spotkać – na północnym wschodzie głównie, ale tych czarnych jest już coraz mniej.

Zdjęcia bani nie ma, ale jest mój rysunek sytuacyjny z pamiętnika.

plan_syt_podmozero

Zabawy rosyjskie. Wbrew obiegowej opinii to nie tylko picie wódy. W zasadzie wódki nie było za wiele. Graliśmy za to w “niedźwiedzia”, i  “poduszeczkę” – to drugie to rosyjska wersja “chusteczki haftowanej”. My to jeszcze jakoś łyknęliśmy, Japonki doznały kulturowego szoku. Dużo też było śpiewów, grania na gitarze i zdaje się skrzypcach.

podmozero1

Rozpalanie samowaru. Okazało się, że to nie takie proste. Mężczyźni dumni wzięli się do tego, najpierw zuchwale z pewnością siebie rzucając do kotła rozpalone drwa, kiedy się okazało, że to nie działa, nabrali pokory i zaczęli kombinować od małych patyczków do większych kawałków. Nic z tego. Samowar rozpalił niekwestionowany miejscowy ekspert – babuszka, która odpaliła już zapewne tysiące samowarów a zębów zostało jej już tyle, że policzyć można było na palcach.

podmozero2

Rozmowy. Między zabawami dowiedzieliśmy się wszystkiego o Rosji. O tym, że pieniądze z budżetu kultury dostaje ulubiony reżyser premiera. O tym, że nie ma szans na demokratyzację kraju. Że nawet na prowincji władza jest kontrolowana z Moskwy i nie ma szans na oddolny samorząd. Że rewolucji już nikt tutaj nie chce, bo było ich za dużo. I że w Podmozerze można chatę wraz z ziemią kupić za 5000 rubli. Tylko internetu nie ma.

podmozero3

(zdjęcia: Michał Kozłowski, Bardzo Fajna Wyprawa, Rosja – Estonia 2010)

Copyright © 2014 Petersburski. Skin created by Meks. Powered by WordPress. Graphics by Dygas.